czwartek, 11 lipca 2019

11 VII 2019 (fragment) / Rocznica mordów ukraińskich na Wołyniu



Czwartek, 11 lipca



Po 24- tej

Co do tej niewiasty. Nie może być tak byś się stresował.
Nie będziesz do niej pisał przez miesiąc.
Nie napiszesz słowa.
- Dobrze Panie Jezu. Dziękuję.


/////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

11 lipca rocznica mordów ukraińskich na Wołyniu.
Krwawa niedziela, gdzie równocześnie zaatakowano blisko 100 polskich miejscowości.

Ballada o Podkamieniu.
https://youtu.be/ODHv4dK-gOw


Reportaż.Zbrodnia UPA w Podkamieniu

https://youtu.be/9WfMxVxGhs0


Podkamień to jedna z miejscowości, kresowe miasteczko, gdzie miał miejsce potężny mord na ludności, który ukryła się w podkamienieckim klasztorze.
Jednak Podkamień to nie miasteczko na Rusi (Ukrainie) jak każde. Tam bowiem mieściło się najważniejsze Sanktuarium Matki Bożej. Tak jak w Koronie główną jest Matka Boska Częstochowska, na Litwie Pani z Ostrej Bramy, tak na Ukrainie była Matka Boska Podkamieńska zwana inaczej Różańcową.
Dziwię się, że nie jest to utrwalone w świadomości Polaków i to nie tylko obojętnych bo to oczywiste, ale i patriotów. Kojarzą prawie wszyscy Patronkę Litwy ( a teraz i Patronkę wszystkich Polaków na Czasy Ostatnie wedle przekazów danych Zofii Grochowskiej, a teraz także Michalinie od Apokalipsy i również przeze mnie i może jeszcze innych i dawniejszych?) ale już nie Patronkę Ukrainy.

Dlaczego jednak wspominam o Podkamieniu? Tak, należy się to ze względu na zapomniany, cudowny wizerunek. (Uratowany przez Dominikanów podkamieńskich, teraz znajduje się w kościele Dominikanów we Wrocławiu przy Placu Dominikańskim w bocznym ołtarzu).
Jednakże wspominam i dlatego iż w Podkamieniu urodziła się jeszcze moja mama, trzy miesiące przed wybuchem wojny. W Podkamieniu urodziła się jej mama (czyli moja babcia) żyła i mieszkała jej mama czyli moja prababcia. Wedle relacji babci ( z domu Bukowska) jej dziadek miał jeszcze folwark, ale stracił go w młodości i Bukowscy wsiąknęli w krąg mieszczan.

Babcia Aniela wraz z trojgiem dzieci wraz z innymi Polakami ukrywała się w klasztorze, to znaczy przychodziła tam na noc a w dzień była zwykle w swoim domu. Trzeba było samemu zorganizować coś do jedzenia, sprawdzić dom. Babcia była sama bez męża z trojgiem dzieci dlatego, że z Podkamienia został siłą można powiedzieć wzięty do Armii Berlinga.
Jest to coś o czym się w ogóle nie mówi. Mówi się, że w tak zwanej Armii Berlinga byli albo ochotnicy, albo ci "co nie zdążyli do Andersa”. Otóż mojego dziadka Józefa i przecież nie tylko jego (czyli ojca mamy) wzięto do Armii Berlinga z własnego domu, bez jego chęci jako obywatela sowieckiego. Powiedziano, że jest tworzone polskie wojsko i miał do niego iść czy chce czy nie. Chował się i ukrywał. Nie mogli go znaleźć, jednak dali do zrozumienia, że ucierpi na tym rodzina czyli żona i trójka dzieci. W tej sytuacji ujawnił się i poszedł do wojska.

Jednak babcia z dziećmi wyszła z klasztoru. Przyczynił się do tego Ukrainiec, który ostrzegł babcię choć nie wprost. Mówił jej, że tam nie dobrze być, ale nie chciał nic powiedzieć dokładniej. Babcia pomodliła się jeszcze i wyszła z klasztoru. Ludzie ufali temu miejscu oprócz zaufania pokładanego w Matce Bożej jeszcze z innego powodu. Klasztor był ufortyfikowany i broniony przez ludzi z bronią palną. Była to lokalna obrona organizowana przez członków Armii Krajowej, jednak o tym nie mówiono i wtedy zbytnio a po wojnie tym bardziej. Dopiero po 90 tym roku wielu Podkamieniaków dowiedziało się, że obroną kierowała Armia Krajowa.
Klasztor wzięto jednak podstępem i nastąpiła straszna rzeź. Wielu zginęło podczas ucieczki. Klasztor był ściśle obstawiony i do uciekinierów po prostu strzelano, a tych w klasztorze mordowano przy użyciu siekier, czy innych jeszcze narzędzi. Podkamień podczas II wojny opisany jest w dwóch książkach wydanych w małym nakładzie.

Dwa zdarzenia, które znam z bezpośrednich opowieści : jedna rodzinna i jedna opowiadana mi przez jednego z Kresowiaków.

Było w rejonie, jak wiele, mieszane małżeństwo polsko- ukraińskie. Syn aby się wykazać zabił własną matkę : Bo to Laszka. Ojciec Ukrainiec powiedział do niego. Ty zabiłeś matkę, teraz ja zabiję Ciebie. Syn się prosił: Mówił: tato nie! Ojciec był jednak silniejszy zaciągnął go na pniak i odrąbał mu głowę. Kojarzy nam się tu antyczna tragedia grecka.

Drugie zdarzenie.
Ukraińcy złapali troje Polaków : Matkę, ojca i ich szesnastoletniego syna. Najpierw zamordowali matkę na oczach ojca i syna, ale w jaki sposób! Przerżnęli ją żywcem piłą od brzucha do kręgosłupa. To samo zrobili z ojcem. Jednakże w przypadku syna postąpili inaczej niż zwykle. Dla zabawy puścili go wolno. Jednak po tym nie chciał żyć. Chciał tylko: jedno umrzeć. Zdobył jakąś broń i mścił się, ale tak by zginać. Pokiereszowany był straszliwie od kul na tułowiu, ale śmierć go nie kochała i przeżył. I po wojnie cóż. Po jakimś czasie próbował żyć jak każdy młody człowiek. Idzie z kolegami na kąpielisko, wszyscy się rozbierają a on w podkoszulku. Dopiero powiedział dlaczego taka przyczyna. Nie będę straszył ludzi, mówi.

KM

16 komentarzy:

  1. Przeczytajcie sobie Ks. Izajasza rozdz. 13
    [Filip]

    OdpowiedzUsuń
  2. https://gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/508-rzez-wolynska-a-zydowskie-korzenie-pis

    OdpowiedzUsuń
  3. [objawienia.olawskie@tutamail.com]
    W kontekście kresowym, warto przypomnieć fragment Orędzia z Oławy, przekazanego przez Kazimierza Domańskiego, urodzonego przed wojną koło Lwowa.
    Mówi Pan Jezus, Święto Chrystusa Króla, 25 XI 1990:

    — Mój synu, wasz kraj jest bardzo duży. Granice wschodnie sięgają po tereny,
    które niegdyś były polskie, to jest Lwów, Tarnopol i Wołyńskie, to są polskie tereny.
    A dzisiaj upominają się Ukraińcy o te ziemie. Ich kraj jest bliżej Wschodu. Ale te
    miejsca, gdzieście mieszkali, to są polskie tereny. Przyjdzie czas, że polski naród
    znowu będzie tam mieszkał. Ale mój synu, to jeszcze potrwa. To są wasze ziemie,
    które wasi ojcowie i matki zamieszkiwali. To są ziemie polskie. Gdyby tam był polski
    naród, nigdy nie brakowałoby chleba.
    — A dzisiaj brakuje na Wschodzie chleba, nie pracują, nie modlą się, za dużo
    alkoholu piją. Straszna kara wisi nad Wschodem. Ale niech się nawracają teraz,
    kiedy z Polski tylu kapłanów jest wysyłanych na Wschód. Niech wszystkie świątynie
    różnych narodowości będą pootwierane, bo tego żąda Jezus Chrystus Król. Przekaż, kiedy będą wszystkie świątynie pootwierane, wtedy odniosą zwycięstwo. Wtenczas będzie tam moja Matka i Ja, Jezus Chrystus Król Wszechświata. Ale niech oddadzą serce w Związku Radzieckim, na Ukrainie i wszystkie republiki, wtenczas będzie zwycięstwo. Bo jest niepokój na Wschodzie, w Związku Radzieckim.
    — Módlcie się, moje dzieci. Dziś im brak chleba, podzielcie się z tym narodem,
    bo on pomału nawraca się do Mnie i do mojej Matki. Idźcie z pomocą temu krajowi.
    Co macie, to podzielcie się z nimi. Brak tam jest chleba, żywności. Niech i polski
    naród podzieli się z nimi. To są ludzie, którzy pragną chleba, ale dla nich najważniejsze jest Ciało Pana Jezusa. Niech w tym kraju przyjmują Ciało moje, wtedy
    odniosą zwycięstwo. Kiedyś będzie dobrze na Wschodzie, ale niech oddadzą serce
    Mnie i mojej Matce.

    Pewien skromny wybór orędzi z Objawień Oławskich znajdą Państwo w poniższym odnośniku. Nie ma tam tego Przekazu, ale są inne, także bardzo warte uwagi:
    https://gloria.tv/Objawienia%20O%c5%82awskie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Piotr] Bóg zapłać za pracę na rzecz Orędzi z Oławy. Orędzie dotrze na spotkanie kresowe.

      Usuń
    2. [objawienia.olawskie@tutamail.com]

      W toku tych prac jeszcze niejedną perłę z Morza Oławskiego wyłowimy. Nic z tego by się nie ruszyło bez tego Orędzia z czerwca 2018r. Prace idą szybko i sprawnie, kto może wspomóc, to może odmówić dziesiątek oławski, czyli na przykład tajemnicę chwalebną Różańca - Wylanie Ducha Świętego.

      Usuń
  4. +Rozumem, że wśród czytelników nie ma nikogo kogo rodzina pochodzi z Kresów, że mógłby się podzielić rodzinnymi wspomnieniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że nie.
      Mój dziadek dostał przydział do 20 dywizji piechoty, 80 pułk Armii Modlin. Zakwaterowano ich w Słonimiu. I kwestia Kresów w mojej rodzinie to okres 1939roku.
      Niemniej - tu ciekawostka - Żydówka, która wynajmowała wojsku polskiemu naówczas mieszkanie, w którym przebywała babka wraz z ojcem i jego bratem począwszy od listopada 1939r. podniosła babce, bo już nie RP czynsz 3 razy.

      Usuń
    2. [Piotr] Rodzice mojej mamy pochodzili spod Lwowa. Jeśli chodzi o wspomnienia, to nie znam takich podobnych do tych o Wołyniu. Co nie znaczy, że nie mam kogo zapytać o różne sprawy. Babcia i dziadek mieli liczne rodzeństwo i chyba wszyscy przeprowadzili się do Polski. Może kiedyś wiedza tych rodzin się przyda. Kontakty jeszcze są, nawet z tą częścią rodziny, która została we Lwowie.

      Usuń
    3. Mój Tata pochodził z Hałuszczyniec,wioski w tarnopolskim.Banderowcy zamordowali mu brata Franciszka.Był marzec 1945 rok, Franciszek był żołnieżem 2 AWP,miał niespełna 21lat.Po pobycie w szpitalu(ranny na froncie)dostał urlop i przyjechał do domu.Bardzo chciał zrobić sobie zdjęcie w mundurze i pojechał wozem z końmi do fotografa.Zdjęcie zrobił i wracał do domu,zabrał na wóz jeszcze znajomą kobietę z wioski.I właśnie wtedy otoczyli ich banderowcy,jej nakazali by odeszła bo była pochodzenia ukraińskiego a jego wraz z wozem i końmi zabrali ze sobą.Ona opowiedziała co się stało ,a nocą wròciły na podwórko same konie z zaprzęgiem.Franciszka już nigdy ,nikt nie zobaczył.Mój tata odebrał to jego zdjęcie i jest z nami do dziś.Mineło tyle czasu a gorycz w sercach pozostała.

      Usuń
    4. +
      O Wołyniu dowiedziałam się niecałe 7-8 lat temu od koleżanki, którą poznałam przez syna kolegę. Mama koleżanki cudem uniknęła rzezi, bo z córeczką była u swej ciotki w sąsiedniej wiosce. Te trzy kobiety uciekły, uratowały swe życie. Mama koleżanki zamieszkała koło Leszna, ponownie wyszła za mąż, z drugiego małżeństwa miała dwoje dzieci- moją koleżankę, potem urodził się jeszcze brat. W domu koleżanki mama niewiele mówiła o Wołyniu, nie wspominała poprzedniego życia. Bardzo chciała pewnie zapomnieć. Czasem tylko dzieciom mówiła, że Ukraińcy są straszni. Korzenie skutecznie zostały podcięte. Niesprawiedliwość dziejowa jeszcze nie wybaczona i gorycz w sercu przekłada się na relacje rodzinne. Żadne z rodzeństwa nie utrzymuje ze sobą kontaktu.
      Cała rodzina mego męża pochodzi z Kresów. Jego mama Maria urodziła się pod Wilnem a ojciec w Baranowiczach (Białoruś). Teściowa jako 4-letnie dziecko z całą rodziną (brat, rodzice, dziadkowie) została zesłana na Sybir. Doniosła na nich Rosjanka, której jeden z Giedrysów zalazł za skórę. Kto przeżył podróż pociągiem i pierwsze dwa lata na Syberii to doczekał powrotu do Polski. Trzymali się nadziei, że wrócą do tej samej Polski, w której żyli, wrócą do dobrobytu dobrobytu. Niestety do Wilna już nie wrócili. Rodzina w Poznaniu przyjęła ich na chwilę. Nikt w Polsce nie cieszył się z ich powrotu. Ostatecznie osiedli pod Piłą.
      Moja rodzina - mamy i taty- pochodzi z Wielkopolski od wielu pokoleń. Utrzymywała się z roli, leczyła się tym co dała ziemia, zwierzęta. Dziadkowie po wieczornym pacierzu nic już nie brali do ust mówiąc twardo-,,Pocierza chlebym nie popychom"
      Właśnie na tej stronie Orędzi wpadłam na bardzo ciekawy blog Anki K., gdzie znalazłam artykuł o odkryciach archeologicznych zamieszczonych w Muzeum Regionalnym w Pleszewie. To moje rodzinne strony! A tam odkryto ślady Prasłowian i Słowian w pleszewskiem sprzed 1200 lat p.n.e.- 650 lat p.n.e (cytuje z pamięci). Pamiętam, że bardzo ucieszył mnie ten artykuł.
      Ale wracam już z czasów prasłowiańskich do II wojny światowej.
      Gdy wybuchła wojna wielu mężczyzn w wieku poborowym skryło się w stogach, uciekli do lasu. A dziadek mój Stanisław był sołtysem wsi. Chciał nie chciał- POWINIEN. Pewnie ciężko było zostawić żonę, rodziców, trójkę dzieci. Mój tata,najstarszy z rodzeństwa 8-letni chłopiec pamiętał upalny dzień rozstania i lodowate dłonie dziadka. Tata mówił, że nigdy już potem tak bardzo nie płakał. Ciocia, taty siostra, kiedyś- już kilka lat po śmierci mego taty - też wspominała swój szloch i kurz drogi klejący się do twarzy przy rozstaniu.
      Dziadek zginął w pierwszym miesiącu wojny, w kampanii wrześniowej, w największej bitwie wojny obronnej nad Bzurą.
      Babcia nie dostała nawet guzika po dziadku. Długo po wojnie pisała do Polskiego Czerwonego Krzyża o ustalenie dokładnego miejsca śmierci dziadka. Otrzymywała tę samą odpowiedź negatywną.
      Dziadek nie ma swojego grobu. Pozostał Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie z tablicą Bzura 9-22 IX 1939
      O dziadku pamiętamy w zamawianych Mszach św. pozostał w naszych genach. Najbardziej w moim młodszym bracie Karolu, który oprócz uderzającego podobieństwa fizycznego, ma takie same zamiłowania. Robi ładne rzeczy z drewna, całe swoje mieszkanie urządził swoimi meblami. Na łóżeczka dla synów kupił gotowy materac, resztę sam zrobił mówiąc, że to co w sklepie to badziew:)
      Dziadek Stanisław ze swego zdjęcia ślubnego i mój brat Karol to jakby ten sam mężczyzna. Ten sam wzrost, sylwetka, rysy twarzy, nieśmiałość w spojrzeniu, spracowane dłonie, które układają w ten sam sposób.
      Dziadek jest pewnie z niego zadowolony.
      Maria Marcinkowska.

      Usuń
    5. +
      szczerze polecam jeszcze pewną książkę, można powiedzieć terapeutyczną ,,Nigdy nie rodzi się byle kto" Maliny Stahre-Godyckiej. Historia polskiej rodziny żyjącej na Kresach, jej życie w syberyjskich łagrach, Poznaniu i w Kanadzie. Zachwycona książką była i Sybiraczka i pewna Polka, która wróciła z Kazachstanu.
      M.

      Usuń
  5. ORĘDZIA NA CZASY OSTATECZNE KTÓRE WŁASNIE NADESZŁY TOM 20
    str.189
    ...Wybacz mi te wszystkie myśli.To prawda,że przerażają mnie te wszystkie cierpienia,okrucieństwo człowieka, ale płaczę też nad tymi cierpieniami, które cierpieli inni, moi rodacy( myślę o rzezi wołyńskiej) tak strasznie mi ich żal.Proszę Cię, dla tych wszystkich mąk, jakie znieśli, weź ich do Nieba i obiecaj, że więcej nie uczynisz tego Polsce.
    Moja córko prosisz o wielkie rzeczy.
    Czy jest ich jeszcze wielu w Czyśćcu?
    Tak, jeszcze wielu.
    Czy Twoje miłosierdzie może wyzwolić te dusze?
    Tak,córko,Moje miłosierdzie ma moc nad tymi duszami.
    Proszę Cię, wyzwól je. Proszę.
    Dobrze, wyzwolę je dla ciebie, ale w zamian ty uczynisz dla Mnie jedną rzecz.
    Dobrze. Uczynię, co mi każesz.
    Pójdziesz do księdza i poprosisz go, aby ochrzcił wszystkie dzieci, które zostały tam zamordowane.
    Dobrze. Ile to będzie dzieci?
    To nieistotne. To będzie chrzest zbiorowy. Wszystkim chłopcom nada imię Piotr, a wszystkim dziewczynkom nada imię Agnieszka.Będziecie rodzicami chrzestnymi tych dzieci,które będziecie trzymać do chrztu.Proszę, aby wszystkie te dzieci trafiły do Nieba jeszcze dziś. Mocą ich modlitwy uratuję dusze, o które Mnie prosisz.
    Dobrze. Dziękuję, Ojcze.
    Módlcie się do tych dzieci, bo są świętymi w Niebie.
    Dobrze. Dziękuję, Panie. Proszę, potwierdź mi, że cała ta rozmowa pochodzi od Ciebie.
    Tak, córko wszystko to pochodzi ode Mnie, jedynego Boga, Ojca i Syna i Ducha Świętego.
    Czy kochasz Maryję?
    Kocham Maryję, Moje umiłowane najczystsze Stworzenie, które zmiażdży głowę starodawnego węża. Błogosławię cię, dziecko. Amen

    OdpowiedzUsuń
  6. Boze to my za swe grzechy nigdy do nieba nie pojdziemy jak tutaj w objawieniach z Wolynia ludzie jeszcze w czyacciu ,za te zlo jakiego doczekali .Ja nie wiem co myslec

    OdpowiedzUsuń
  7. [Piotr] Tak nie wolno myśleć, że nigdy nie pójdziemy do Nieba. Było napisane u M. Valtorty, że Bóg nie jest jak człowiek, który nie potrafi przebaczać. Wielkie jest Miłosierdzie Boga, które należy wysławiać. Kto wątpi za bardzo, może popaść w trwałą rozpacz, czyli grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Było też tłumaczone u A. Dąmbskiej, że potępionymi są tylko ci, którzy chcieli być potępieni, bo zabili w sobie ostatni cień miłości. Bóg walczy o człowieka do końca.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Mateusz -

    Jutro - 16. lipca jest święto Matki Bożej Szkaplerznej, można przyjąć szkaplerz karmelitański, warto poczytać o przywilejach z tym związanych.

    OdpowiedzUsuń
  9. +
    Pani Bernadeto
    nikt do piekła nie idzie z opaską na oczach. Idą tam ci, którzy świadomie odrzucają Boga.
    My walczymy o Wszystko, my walczymy o Niebo.
    Wtedy gdy nadzieja na Niebo słabnie ratunkiem jest przyjęcie Szkaplerza Najświętszej Maryi z Góry Karmel.
    Jedną z obietnic Maryi dla wszystkich pobożnych czcicieli Szkaplerza jest Jej szczególna opieka w godzinie śmierci oraz uwolnienie z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci.
    Nasz Ojciec Święty Jan Paweł II był gorącym czcicielem Szkaplerza karmelitańskiego.
    Przyjęłam Szkaplerz w grudniu 2014- prawie w moje urodziny i rzeczywiście jest tak jakbym otrzymała ze Szkaplerzem nowe życie.
    Maria Marcinkowska.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.