- Panie Jezu dlaczego tak kochasz?
- Mówiłem wczoraj.
- No tak, Panie Jezu.
Bo jesteś miłością.
- Jestem Miłością.
- Ale Miłość, Panie Jezu, musi być kochana.
- Tak dziecko.
Nie smuć się jednak.
- Panie Jezu.
Kocham Cię Panie Jezu.
- Staraj się więcej Mnie rozważać, a będziesz bardziej kochał.
- Tak Panie Jezu.
- Daję Ci wiele możliwości by rozważać. Możesz wyjść z domu kiedy chcesz. Daję Ci teraz śnieg i możesz w każdej chwili wejść do baru, kawiarni, rozgrzać się herbatą, czy wreszcie coś zjeść. Nie wracaj zbyt szybko do domu gdy jest dobra aura. Musisz rozważać.
- Tak Panie.
- Przygotowania do Świąt nie mogą być kosztem Twojego rozważania i innych obowiązków.
W piątek powinieneś wyjechać w góry nawet gdybyś nie jeździł na nartach. Wrócisz w niedzielę wieczorem.
- Dziękuję Panie Jezu. Chwała Tobie Chryste.
- Przekazy umieść do czwartku. W piątek, sobotę, niedzielę i Wigilię będziesz miał absencję od wchodzenia na pocztę związaną z przekazami. Na ten czas dopuścisz komentarze do automatycznego ukazywania się. Odezwiesz się w Boże Narodzenie.
Co do pobytu w Wigilię i Boże Narodzenie poza domem, poza Rzeszowem. Zezwalam Ci na to.
- Chwała Tobie Chryste.
Dziękuję Panie Jezu.
Pisz dziecko (: smutny uśmiech Pana Jezusa.
- I to właśnie Panie Jezu.
Sprawiłem Ci przykrość mym krótkim stanem.
Uczyń, Panie Jezu, wszystko dla Twojej chwały ja Ci jestem do niej niepotrzebny.
- Jeśli tak uważasz synu?
- Tak Panie Jezu jest. Jestem niepotrzebny dla Twej Chwały. Tylko jej przeszkadzam.
- Naprawdę tak uważasz synu?
- Nic nie jestem wart, Panie Jezu, na Twoim polu.
Nic
Nic
Nic
Jestem nicością,
Niczym
Nikim
- Nikim synu?
- Nikim Panie.
- Niczym synu?
- Niczym Panie?
- Czyżbyś chciał być nicością mój synu?
- Nie, nie chciałbym Panie.
- Ale aż tak bardzo nie chcesz być „kimś” dla Boga.
- Widać tak jest Panie. Ale nie mam nic prócz Ciebie Chrystusa. Świat też mnie nie pociąga. Tak naprawdę nie chciałbym też ani młodości ani bogactwa ani sławy. Zresztą jesteśmy w czasie Apokalipsy. Apokalipsy chcę, ale też jakoś tak… po skosie.
- :) (Wyrozumiały uśmiech Pana Jezusa).
Bóg daje prostą ścieżkę a Ty masz ciągoty do chodzenia po skosie. Chcesz tam znaleźć? Co?
- Nie wiem Panie. Chcę się zatrzymać, przeżyć chwilę poza czasem. Robić coś ale by się to nie liczyło.
- Chcesz bym dla Ciebie zmienił prawa, które ustanowiłem?
- Nie wiem Panie.
- To by Ci nic nie dało dziecko. Czułbyś się po tym nawet gorzej. Wierz mi dziecko.
Ufasz mi?
- Ufam Panie.
- A często jest tak jakbyś mało ufał.
Daję ci wyjazd, łaskawie to i tamto, powinieneś być wzmocniony, potem bardzo łaskawie pozwalam Ci pytać Mnie o co chcesz. Ilu miało tę Łaskę, dziecko? Ilu?!
A Twoje samopoczucie spada.
- Ty Panie wszystko wiesz.
- Ale Ty mi powiedz jak to widzisz.
- To skutek tego, że nie wypełniam starannie Twych zaleceń i rad i mojej chorej duszy?
- A gdybym dziecko stracił do Ciebie cierpliwość?
- To możliwe Panie. Jesteś Miłosierdziem więc mnie nie odrzucisz o ile się do Ciebie zwrócę, ale cierpliwość możesz stracić?
- Mogę?
- Wszystko możesz Najlepszy Panie.
- Jesteś, dziecko, znużony rozmową ze Mną?
- Ty Panie wiesz.
- Ale Ty mi powiedz?
- To moja zbyt mała miłość?
- Nie zostawię Cię, dziecko, moja nędzo, lecz jak zawsze mówię staraj się.
Musisz uczyć się kochać – mówiłem to. Musisz modlić się tyle ile powinieneś.
- Nie zasmucaj mnie dziecko.
- Przepraszam Panie Jezu.
- Twój Jezus nie będzie Ci towarzyszył jak człowiek w Twych dekadenckich stanach.
Gotuj się dziecko do czasu, który nadejdzie. Nie będzie tam miejsca na dekadencję <bądź „ dekadencje”, w liczbie mnogiej. C. P.>. Będzie krew, płacz, złorzeczenie, opary szatana, Walka Boga z Ciemnością.
Rycerz dekadent na polu bitwy, znasz takie zjawisko? Szybko zostałby pozbawiony życia.
- Tak Panie.
- Nie śpij dziecko. < Tu w sensie przenośnym.C.P>
- Co mam, Panie Jezu sądzić o moim śnie w którym było, że Agatha jest wewnątrz Ziemi a my jesteśmy na zewnątrz?
- Sny często zmieniają rzeczywistość lub pokazują jak w lustrze. Zatem jest odwrotnie niż w Twoim śnie. Świat zmaterializowanych demonów jest na zewnątrz Ziemi.
- Kto im, Panie Jezu, dał ciało. Pozwoliłeś Panie na to?
- Pozwoliłem.
- Obejrzałem „przypadkiem” film w telewizji o inteligentnych broniach w czasie II wojny. Naziści ciągle o krok wyprzedzali aliantów. To nie jest możliwe bez demonów z Agarthy, które im pomagały.
- Tak to prawda. Naród niemiecki nie jest aż tak zdolny, aby cały czas mógł być o krok przeciw wielu krajom.
Hitlerowcy nawiązali kontakt z Agarthą. Potem kontrolę przejęli Amerykanie a Agartha postawiła na silniejszego.
- Nie mogę sobie, Panie Jezu za bardzo wyobrazić życia tych zmaterializowanych demonów. Sytuacje w „Alicji w Krainie Czarów” są dla mnie bardziej zrozumiałe.
- :)
- Gdyby znalazł się w naszym świecie jeden z nich, na przykład o wyglądzie aryjskim jak to było na Antarktydzie i odbyłby stosunek z naszą kobietą to co by było?
- Zostałaby zniewolona przez złego ducha. Niekoniecznie byłyby to wielkie manifestacje, ale byłaby zniewolona.
- A zapłodnienie?
- To zależy. Tak jak w przypadku mężczyzny i kobiety. Jeśli byłaby w okresie płodnym mogłaby zajść w ciążę.
- I co by urodziła?
- Pół demona, pół człowieka.
- To znaczy? A dusza?
- Miałby ludzką duszą i miałby od poczęcia, osobowego, demonicznego ducha. I razem współistniałyby w ciele.
- I zesłałbyś swoje dziecko do takiego ciała?
- Tak moje dziecko.
- I jaki byłby los owego pół demona, pół człowieka.
- Dusza jako niemogąca sobą swobodnie władać poprzez ciało nie byłaby potępiona, demon po śmierci ciała pozostałby demonem.
- Ale to monstrum – jakiś doktor Jekkyl i Myster Hyde.
- Można tak powiedzieć moje dziecko.
- Czyli możliwe jest stworzenia ciała przez naukowców i danie demona do niego?
- Tak dziecko.
- Nie podoba mi się to wszystko Panie Jezu.
- Ale tak jest. Teraz tego nie rozumiesz. Kiedyś pojmiesz.
- Czyli Panie, jak jest tak zwane in vitro, też dajesz duszę?
- Tak dziecko.
- Do każdego zarodka?
- Tak dziecko.
- Ja bym nie dał Panie Jezu tylko jak normalnie chłop z babą.
- O co jeszcze chcesz zapytać dziecko?
- Wielbię wszystkie Twe wyroki Panie.
Nie mam, Panie Jezu, teraz mądrego pytania w głowie?
- Ano nie masz dziecko.
- O Łysą Górę bodaj u Izajasza wedle tłumaczenia Biblii Tysiąclecia. Czy chodzi o naszą Łysą Górę?
- Tak dziecko, o tę Górę chodzi.
- Och Panie.
Chwała Tobie Chryste.
- Ambicje co do ojczyzny ożywiają Cię dziecko. Ożywiały też starożytnych Izraelitów. Zawsze trzeba trzymać rękę na pulsie jak mówicie.
- Tak Panie Jezu.
- Dobrze, na tym zakończymy moje dziecko.
- Bardzo dziękuję Panie Jezu.
Chwała Tobie Chryste.
- Nie wiem do końca Panie Jezu, Ty wiesz lepiej. Zły mnie atakuje pewnie.
- Tak?
- Daję Ci wyjazd na trzy dni, teraz masz na dzień, dwa. Pozwoliłem ci na Święta pojechać, na przykład w góry.
A, że może na to wszystko nie starczyć pieniędzy. Dostajesz dużo. Na wszystko nie musi starczyć. Teraz kupiłeś sprzęt szermierczy za blisko 600 złotych i dokupiłeś za blisko 300. Teraz masz kupić buty, których nie możesz w Rzeszowie dostać. Twój wyjazd piątek – niedziela. Twój wyjazd do Krakowa i Piotrkowa w sprawie obrazu. Ewentualnie zakup plecaka na co dostałeś od jednego z czytelników. Nie na wszystko musi starczyć.
- Tak Panie Jezu, i tak jest dobrze.
- Tylko nie wiesz czego się spodziewać. I nie lubisz tego. Ale tak dostajesz, a ja chcę abyś przeznaczał środki na potrzebne rzeczy.
- Chwała Tobie Chryste.
- Jak chcesz dziecko dam Ci tę reżyserię, ja wszystko mogę!
- Tam, Panie Jezu, prawie nie ma Polaków.
- Pojedziesz jeszcze dziecko do ciepłego kraju, opalisz się mocniej i będziesz bardziej podobny. Włosy masz lekko kręcone, uczeszesz, zrobisz trwałą fryzurę.
- Żartujesz sobie Panie ze mnie i dobrze.
- Żartuję.
Dlaczego nie chcesz reżyserii?
- Nie byłbym, Panie, na Twojej drodze. A cóż mi po niej <reżyserii C. P.> skoro za kilka lat będą 3 dni ciemności. To nie Twój plan na moje życie. Twój jest najlepszy.
- Nie okazujesz tego.
- Nie okazuję Panie, bo zły jestem.
- Zły dziecko?
- Zły Panie.
- Chcę jednak zrobić coś co Cię ukoi.
- Niech, Panie Jezu śnieg nie topnieje i będzie cały czas w dzień -2, 3 stopnie.
- Dobrze dziecko.
- Chwała Tobie Chryste.
- Śpij już teraz.
- Tak Panie.
- Mało, za mało.