Sobota,
27 czerwca, cz. 2
-
Tak dziecko, nigdy ci bardzo nie zależało na tym aby właśnie być
bardzo kochanym ziemską miłością. Takim Cię stworzyłem. Gdybyś
bardzo kochał niewiastę <nieczytelnie zapisany fragment. C.P.>
nie byłbyś w tym miejscu w którym jesteś. Wszystko, dziecko jest
zaplanowane:) Pan Jezus się śmieje.
Panu
Bogu wychodzi to co zamierzał:) (Pan Jezus się śmieje), choć może
wydawać się, że nie do końca:) (Pan Jezus się śmieje): Pierwsi
ludzie, upadli aniołowie. (Pan Jezus się śmieje:) < To bardzo
wolny śmiech, w sensie wolności, nie tego, że powolny C.P.>
Zawsze
pragnąłeś, dziecko, wolności i dostaniesz ją. Już dostałeś.
Mało
Polaków jest tak wolnych jak Ty, nie mówiąc o tym, że zwolniłem
Cię z winy. Poczułeś się tak przed wyjazdem w Krakowie, wiedząc
i wierząc, że mógłbyś usunąć kogoś z tego świata bez powodu
i nie miałbyś winy w moich oczach. Tak, to prawda. Lecz staraj się
o Łaski. Czasu jest niewiele.
Aby
wykonać zadanie na Ukrainie też trzeba Ci nowych Łask. I to
dużych, bardzo dużych.
Teraz,
dziecko, nie masz posłuchu ni od sklepowej, która żąda od Ciebie
maseczki ni u przedstawiciela lumpenproletariatu, którego gmina dała
do miejsca Twego zamieszkania i nadal tam jest, co odczuwasz boleśnie
dość, podczas swego pobytu w domu teraz.
Tak,
dziecko, możesz go zabić na oczach kogokolwiek i nie odpowiesz
przed prawem.
-
Ale jak to możliwe, Panie Jezu?
-
Ja o to zadbam, bo Ci
pozwoliłem. Tak to uczynię. Jednak to nie jest zasługa a Ja będę
smutny, bo życie ludzi do Mnie należy, choć dałem Ci tu wolność.
Nie
poniesiesz konsekwencji gdybyś nawet zgwałcił, bez względu na
wiek. Ale byłbym smutny.
A
tak Ci daję wolność bo tak musi być przed tym co
Cię czeka.
Nie
ma tu Twojej zasługi, jesteś marnym prorokiem, ale Ja Cię tu
wynoszę. Takiej wolności nie <nieco nieczytelny zapis słowa,
ale prawdopodobnie „dostanie” C.P.> ni Grzegorz z Leszna, ni
Żywy Płomień, ni inni.
-
Ale po co, Panie Jezu, taka wolność?
-
Teraz Ci tego nie wytłumaczę.
Kiedyś zrozumiesz. Jednakże masz dzięki temu zasługę, dzięki
temu, że zwolniłem Cię od winy już więcej niż dwa miesiące. Za
każdym razem gdy nie robisz niczego co nie podlegałoby winie,
gdybym Cię nie zwolnił z winy.
Kocham,
Cię dziecko.
-
Och, Panie Jezu.
-
Kocham Cię, dziecko całego i
Twoje ciało i Twego ducha. Każdą Twoją komórkę. A zwłaszcza
Cię kocham jak Jestem w Tobie, gdy Mnie przyjmujesz w Komunii.
Zawsze
się, dziecko, dobrze w Tobie czułem gdy Mnie przyjmowałeś w
Komunii.
Nie
będziemy czekać do lipca, który tuż, tuż.
Zwolnię
Cię z winy w Moich oczach także w lipcu, cokolwiek byś zrobił, w
sierpniu i we wrześniu.
To
będzie, dziecko „bilans kwartalny”.
-
O Panie…
Ale
to trudne.
-
Dziękuję śliczny Jezu z wolności, ale z niej umiała tylko
korzystać Matka Boża będąc bez grzechu pierworodnego.
-
Ty go masz, dziecko i to nawet w większym stopniu go odczuwasz niż
przeciętny Polak inteligent, jak o tym wielokrotnie mówimy. Ja
jednak zwalniam <lub „zwolnię” C.P.>
-
Czuję się bezbronny Panie Jezu.
-
Wobec Mojej miłości?
-
Tak Panie Jezu.
-
Gdybyś ją odczuł prawdziwie, wyzionąłbyś ducha:) Pan Jezus
się śmieje.
-
Na pewno Panie Jezu.
Otrzymał
Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski)
///////////////////////////////////////////////
Podzielę się tu pewnym swoim świadectwem.
Pan
Jezus przez ojca Dolindo mówi o małych, cichych cudach, których
doświadczą ci, którzy mu się oddadzą.
Takich
małych, cichych cudów doświadczali i niektórzy z czytelników nim
jeszcze zaczęły się ukazywać przekazy przeze mnie.
Takich
cichych cudów i ja doświadczam. Było i wspominane rozmnożenie 20
złotych, było i uruchomienie remontowanej linii tramwajowej, którą
remontowano od września i stało to w miejscu, a nagle po mojej
przeprowadzce i gdy jeszcze wyjechałem do Rzeszowa od razu po moim
powrocie, tramwaj ruszał z przystanku kolo domu, a spodziewałem się
widząc tempo prac, że może stać się to dopiero na wiosnę i
zastanawiałem się czy dobrze wybrałem miejsce zamieszkania. I
wiele innych i drobniejszych, niektóre były wspominane, niektóre
nie.
Jednakże
ktoś powie: To przypadek. Nie jest to ewidentny cud, mogło się
zdarzyć, co do zaś takiej 20 złotówki czy innego banknotu to
musiał być drugi egzemplarz choćby ktoś był pewny na sto
procent, że miał tylko jeden.
Podzielę
się tutaj jednym cudem, który jest ewidentny, o którym nie
wspominałem i który można może zaliczyć do tych małych cichych
cudów, ale zarazem jest czymś więcej.
Zużyła
się moja kserokopiarka ze skanerem, którą miałem 10 lat. Dobry to
był sprzęt, nigdy nie było z nim problemów, lampa się nie
wyczerpała mimo że dużo okresowo skanowałem. Dość dużo było
drukowane. No, ale 10 lat minęło i sprzęt po prostu wyłączył
się. Tak to jest robione, teraz widzę egzemplarze tej samej firmy z
podobnymi funkcjami choć nowocześniejsze i nawet tańsze, bo sprzęt
jest powszechniejszy i jest też taka polityka firm, że drukarka
jest tania, ale za to firma chce zarabiać na tuszu. Wiem jednak, że są one gorszej jakości.
No
więc jest maj roku 2018 i konieczność zakupu nowej drukarki (3 w
1). Ostatecznie decyduję się na egzemplarz w którym uzupełnia się
tusz poprzez wlewanie do pojemników przyczepionych na zewnątrz z
buteleczek.
Już
na początku była pewna akcja ulotkowa. Dużo było wydrukowane, tusz
się wyczerpał z pierwszego zasilenia dołączonego do drukarki.
Dość było wydajne, nie powiem, no ale trzeba było napełnić ponownie,
poszła więc rezerwa jeszcze dołączona do drukarki.
Na
początku pytałem o ceny tych buteleczek. Okazało się, że przez
internet można kupić znacznie taniej, ponad połowę (i to
oryginalne od producenta), niż w sklepie ( nie wiem jak to działa),
ale to trzeba było szukać, trochę kombinować. Trochę mnie z góry
męczyła ta kwestia, no ale cóż nie jest to wielki problem a
ostatecznie dzięki Panu Jezusowi i utrzymującym te przekazy
czytelnikom mógłbym używać i kupowanych w sklepie i tak jak do
tej pory jest, nie byłoby to odczuwalne.
Panu
Jezusowi jednak spodobało się czynić tutaj cud.
Po
pewnym czasie gdy już było drugie załadowanie, wiedząc ile
wydrukowałem poprzednio oczekiwałem na skończenie się tuszu i
konieczny zakup. Miałem awaryjnie jeszcze resztkę tuszu na
wszystkie kolory aby nie zaschło i w tle był konieczny zakup.
Jednak
tusz się nie kończy, nie skończył. No, dobrze, nie kończy się,
tak wyliczyłem, że powinien się skończyć, zawsze jednak najpierw
szukam racjonalnych rozwiązań. Patrzę na te pojemniki - resztka.
Drukuję dalej - reszta tak jak była i nic się nie dzieje. Drukuję.
Za pierwszym razem patrzyłem jak ten tusz schodzi bo to optycznie
widać i wiem, że na tej resztce powinien się już skończyć. No,
ale nic, drukuję. Patrzę potem znowu, resztka tak jak była.
Potem
zapomniałem nawet o stanie tuszu, drukuję, drukuję. Patrzę w końcu
na pojemniki – są napełnione.
Jak
wiedzą czytelnicy przekazów mieszkam z mamą ( W Rzeszowie). Gdyby
to był ktoś inny kto używa komputera i drukarki uznałbym, że
robi brzydki kawał gdyby wypierał się, że on napełnił
pojemniki. Ale moja mama nie umie obsługiwać komputera i także tej
drukarki, tym bardziej nie ma pojęcia o wymianie tuszu w drukarce,
nawet nie wie czy to są buteleczki,których zawartością wypełnia
się pojemniki, czy kartridże, więc cóż mówić o uzupełnianiu
tuszu, którego w domu zresztą nie było w takiej ilości by je
napełnić nawet do połowy, nie mówiąc i o tym, że nie ma pojęcia
gdzie dałem fabryczne pudełko z resztkami w buteleczkach itd.
Cóż,
napełnione fizycznie są a były prawie całkowicie puste i
nie tylko napełnione, ale drukuje jak trzeba. Potem patrzę na ten
tusz, no schodzi, zmniejsza się jego ilość w każdym pojemniku i
już jest resztówka. Potem drukuję, patrzę, znów pojemniki są
pełne.
I
tak było kilka razy. Bałem się nawet trochę patrzeć:) dokładnie
obserwować ten cud aby się to nie skończyło ( choć jak mówię
nie z powodu obawy finansowej), ale jak do tej pory, trwa.
I
było tak kilka razy. Pojemniki były prawie puste, tusz się zużywał
tak jak podczas normalnego zużycia przy wydrukach. Potem „odbijał”
i pojemnik był pełny. „Odbijał” nazywam to, że szedł od zera
prawie do napełnienia pojemnika. Samego wypełniania nie
zaobserwowałem. Pojemniki były prawie puste i gdy potem patrzyłem
znowu pełne.
Czytelnikom
tych przekazów nie jest to potrzebne aby wierzyć w to, że one są
od Boga, konkretnie od Jezusa Chrystusa, (bo prawie wyłącznie
przekazy są od Niego), ale i na pewno to świadectwo ich ucieszy.
Drukowane
są z tej drukarki prawie wyłącznie Boże rzeczy, przede wszystkim
przekazy, inne. Prawie wyłącznie ponieważ są jakieś pomniejsze
domowe sprawy, czasem kopiowana recepta mamy, czasem coś innego.
To
jednak wielka radość, że coś takiego jest, przynajmniej do tej
pory. Taka
namacalna pamięć i miłość Pana, danie czegoś co nie jest
konieczne, a jednak danie tego.
Wedle
tego kiedy powinien ostatecznie skończyć się ten tusz po drugim i
ostatnim moim napełnieniu to gdzieś tak najpóźniej listopad 2018.
Zatem mamy rok i siedem miesięcy tego cudu.
Myślę,
że to jest też taki zadatek przyszłych cudów, które wybrane
dzieci Boże, apostołowie czasów ostatnich doświadczą, bądź też
będą czynić a raczej w nich pośredniczyć, bo to Bóg czyni cuda, a
człowiek pośredniczy. Rozmnożenie potrzebne jedzenia czy poprzez
akt, czy „ czy samo z siebie” niejako, bez wiedzy czy modlitwy w
tym celu Apostoła Czasów Ostatnich, Wybranego dziecka Maryi.
Ja
na przykład ufam ( nie wiem czy tak będzie i czy się Panu
spodoba), że moje monety z liczby 30 srebrnych monet o których było
w przekazie gdy będą wydawane i gdy będzie potrzeba by wydać więcej niż ich jest, rozmnożą się, nie będzie ich
ubywać w miarę wydawania.
Jak
mówię: nie wiem czy tak będzie i czy się tak Panu spodoba, ale
czuję, że tak może być i dlatego nie martwię się, że to "tylko"
kwota na dzień dzisiejszy około trzy tysiące złotych i
że to może mało na trudne czasy. Pan Jezus nie mówił, żebym
kupił więcej, mogłem. 30 srebrnych monet, liczba zresztą
symboliczna.